Przebieganie wzrokiem pustej kartki, jak dotykanie po długim czasie twarzy przyjaciela.
Poszukiwanie słów.
Sny, ukryte, czekające na to, by znów je wyśnić.
Nie wiem czy powrót jest możliwy.
A przecież tęsknię.
Nie było mnie tak długo,
Że aż akcja
Serialu wenezuelskiego
Posunęła się znacznie: mnóstwo dzieci się urodziło, wielu bohaterów
Wymarło, kobiety zbrzydły. Boże oko
Bardziej zmęczone się stało, na listach przebojów
Wiele zmian, skarb wykopany, na nic przyda się mój plan
Kurczowo zaciskany w dłoni
Zemsta polega na wypiciu kawy
I popatrzeniu w okno. Takim samym wzrokiem
Jak przed laty. A potem
Na ławce słońcu się
Dać oślepiać, mieć obok,
Rozmawiać z, chcieć dotknąć, nie dotykać, ślicznie,
Mądrze, w tym czadzie słońca, w tym
Życiu.
(Świetlicki)
***
Dodane, żeby blog nie zniknął;)
Nikt nie obiecywal, ze bedzie latwo, gladko, ze chwile saczyc sie beda bez zajakniecia.
Chowam mysli miedzy linijki ksiazki z antykwariatu. Valmont, ty lotrze.
Przydarzaja sie wieczory zbyt ciche, chcialabym przyplynac do brzegu milczen i odbic sie od niego bosymi stopami.
Chlod ma smak srebra, pol-metalu, pol-pirata. Podtrzymuje swiatlo. Ochraniam.
Piaty dzien nie palac nie rzucam palenia.
Wyczekuje, wypatruje, dzialam. Na zmiane.
Moje palce natrafiaja na pustke.
Zmeczone cialo chce tanczyc. Zmeczone oczy chca czytac.
Jutro znow do pracy, jak bardzo sie ciesze.Dni dokumentacji przygotowywanej w domu byly nieco nuzace, choc stanowily udogodnienie o tyle, ze dawalo sie prace przeplatac sesja.
Mam juz profesjonalna przepustke, staly wspolpracownik instytucji x, piip, dzwiek mily dla ucha wpuszcza mnie do srodka.
***
Wyciagnij reke, pomoz mi sie wydostac z ciemnosci, mysle.
***
Pieknie piszesz, Jeanette.
Nie ma milosci, ktora nie pozostawilaby stygmatow na dloniach i stopach.
***
Jesli spotkacie Wrozke, poproscie ja o pyl, ktory unosi do lotu.
Wlasnie jedna pisemna prace niemal domykam, a referat rozgrzebany zaraz rozpoczne modelowac. Niczym chirurg plastyczny.
Gainsie, Przybyszu Kochany - :*
Aniu - :)
Arami - :*:*:* Umowa stoi.
Wydobywam sie juz z przejsciowego zwatpienia.
Zalozymy nowy blog, co? Mam juz adresisko. Tylko szablonu ownlogowego niet. Same jakies takie.
I tam sobie bede pisac troszku anonimowiej, bo tu juz za bardzo sie w jezyk gryze.
Moze tak byc?Moze moze.
Jak mi sie odwidzi to tez ok.
W ogole zamierzam zaczac sobie wreszcie poblazac. Jak sie nie wyluzuje troche to skoncze z zawalem.
Szkoda by bylo kwiat mlodego zywota sciac tak gwaltownie.
Dobrze. Wracam do rozbudowanych obowiazkow. Do uszkodzonego regalu z Ikei, ktory wczoraj mnie rozbil, a dzis juz smieszy. Skubany, mial uproscic. W poniedzialek reklamacja. Od soboty lezal na srodku mieszkania w paczkach czekajac na montazystow.
Sprezmy sie i dokonczmy te badziewne prace semestralne zanim wroci M.
Trzymajmy fason. Cieszmy sie, ze do roboty idziemy niedlugo nowiutkiej i fajnej. Tak tak.
Przestaje uroczyscie zastanawiac sie co by bylo gdyby, co bedzie i dlaczego cokolwiek sie stac musialo.
Hyc, trzask, prask.
A wlasnie, ze bede szczesliwa.
Niespecjalnie wiem dlaczego az tak duzo trudu mnie to ostatnio kosztowalo.Wiem, ale cii.
Zle jest?
Zajebiscie jest.
Nie mam czasu na nic itp., ale jeszcze sie odkuje.
Ojej, juz czternasta, M. bedzie wczesnie, wracam do studiowania, predko.
Rozkoszna, beznadziejnie i nieuleczalnie wmawiajaca sobie, ze bedzie dobrze, zamiast zobaczyc ze JEST.
O. Auau. Kregoslup.
Nie dzis, ale w ogole pojde pojde na te rehabilitacje. Naturalnie ze pojde:)
Koniec nadawania. Udzial wzieli.
Joelle, skopiesz maturze tylek!
A ja ide skopac studiom. Ha.
Update o 16.25
Program naprawczy zycia zaczynam jednak od rehabilitacji kregoslupa. Ziu. I tyle mnie widzieli.
Oklaski:)
Jak opowiedziec tak przepelniony wrazeniami czas?
Przydarzyla mi sie rejestracja i woz transmisyjny, wyjazdy do dwoch miast, wielkie amplitudy stresu i uciechy, przeskoczylam wysoko postawiona poprzeczke, udalo sie.
Potem dostalam propozycje pracy z ktorej sie ucieszylam, w wypolerowanych bucikach i nowych spodniach mialam rozmowe z dyrektorami, jestem bez doswiadczenia i wymagalo to kredytu zaufania - ale mnie zaakceptowali. Do marca mam sie bardzo starac i zobaczymy.
Teraz mam do napisania niebotyczna ilosc prac zaliczeniowych i do rozplanowania zawodowe sprawy.
Wszystko jest nowe, kuszace i trudne lub ambitne - zalezy jak na to spojrzec;)
Dodajcie do tego na wspolnie dzielonej powierzchni kawalerki chlopaka, ktory jest jeszcze bardziej zajety ode mnie i domaga sie by swiatlo gaslo wczesnie, bo regularnie wstaje.Potrzebuje jednej czystej i uprasowanej koszuli dziennie, jak rowniez jako takiego opierunku. Latwo nie jest.
Ale jest ciekawie.
Jutro sobota, normalni ludzie beda spac do poludnia, a zaoczni (wsrod nich ja) oddawac sie beda uciechom intelektualnym z podkrazonymi oczami.
Umowilam sie ze soba, ze to bedzie dobry rok. Ze sie soba zaopiekuje. Czy mi to wychodzi? Na pewno czasowo i relaksowo nie jest rozowo: ciagle dokads sie spiesze, choc marzylam o spokoju. Ciagle dokads biegne, nawet kiedy jestem w domu robie milion rzeczy naraz. Potem wraca z pracy Maciek i jest jakos lepiej. Spokojniej, domowiej. Choc wciaz tyle do zrobienia.
Nie mam kiedy isc na babska kawe, nie mam kiedy isc potanczyc, a tak mi tego brakuje. Moze jak juz oddam te zaliczeniowe prace (o ile je w ogole zdolam napisac, pisaliscie kiedys 3 prace naraz? Ja dzis tak i nie polecam...;),moze wtedy cos sie odwroci, odetchne...
Mowie sobie ciagle, zeby nie czekac na zmiany tylko cieszyc sie dynamika tego zycia. Ze jeszcze sie naodpoczywam i naspotykam, ze prawdziwi przyjaciele zrozumieja, ze wytrzymaja. Przeciez kazdy z nas ma czasem momenty wiekszej aktywnosci. Moj moment trwa juz skandalicznie dlugo, odbija sie to na mojej wadze (schudlam ostro),na ogarniajacych mnie znienacka momentach dzikiej tesknoty za spokojem i zabawa.
Kiedy my sie wlasciwie pojdziemy pobawic, mam ochote go czasem zapytac. I siebie tez... Skoro mamy tak malo czasu, skoro narastaja rzeczy niezalatwione, a zalatwienia wymagajace - kiedy bedzie ten czas dla nas?
Nie wiem. A z drugiej strony - ten czas jest niemal codziennie. Moze nie calkiem taki jakiego bym chciala - ale troche go mamy.I jest cenny, bo nasz, moze tez troche dlatego zaszywam sie w domu, ze tacy przebodzcowani i przemeczeni szukamy schronienia. I chcemy je sobie nawzajem budowac. Nawet niezle nam wychodzi.
Teraz wyjechal do rodziny, mieszkanko opustoszalo i lawinowo obsypalo sie papierami studyjno-pracowymi.
Boli mnie kregoslup od siedzenia przed komputerem, umysl od budowania konstrukcji intelektualnych, boli mnie cisza wokol.
Tak cholernie chcialabym pojsc posiedziec, pogadac o niczym, pogapic sie na dym i ludzi. Nie zalatwiac, nie planowac, nie miec strategii.
Oddawac moje dziecinstwo, mam ochote czasem zawolac. Tylko wlasciwie do kogo?
Potem patrze w lustro i widze tak kobiete z oczami dziecka, ktorej cos sie jednak powoli udaje, choc placi za to. Ktora planuje konkretne dni i tego planu sie trzyma.
Poszlabym na Narnie. Joelle, juz pewnie bylas? Kto chce isc na Narnie?:)
Nie wiem kiedy, ale chodzmy:)
Brakuje mi Was, walcze z poczuciem winy wobec tych z ktorymi mialam sie spotkac i mi sie uparcie nie udaje...
City, Najbardziej, Aramisiu, Tosiu, Ulenko...Co moge powiedziec?:(
Ale jak jeszcze mialabym poczucie winy to musialabym sie polozyc pod pociag, wiec mi wybaczcie, ok?:)
Zatem: jest fantastycznie. Czas inwestycji w siebie, czas bez czasu, ale niezwykle rozwijajacy - mam nadzieje.(Tak, to sie nazywa uparta autosugestia)
I tylko niekiedy niesmiale pytanie: co ja wlasciwie wyprawiam, czy nie moglabym przyhamowac, zmienic kursu na spokojniejszy?
Widocznie nie moge, skoro tego nie robie. Widocznie okolicznosci splotly sie tak, ze teraz wlasnie w ten sposob mam funkcjonowac.
I czegos nowego sie uczyc.
I czyms nowym sie stawac.
Zycz mi powodzenia, prosze. I nie mysl, ze przewrocilo mi sie w glowie, ze wole prace od przyjazni.
Bo tak nie jest.
Kurcze, nie jest tak.
Probuje nie tracic szans.
Za rok albo siedem okaze sie co z tego wyniklo. Poki co - powiedz ze rozumiesz.
Ze warto czasem postawic na wyzwanie, chocby sie okazalo, ze cos sie po drodze nie uda.
Wszystkie piekne rzeczy zaczynaja sie w wyobrazni, pozniej jest duzo ciezkiej pracy, na koncu - dotykalny ksztalt nowego.
Moje nowe sie rodzi, czasem w bolach, czasem w smiechu, czasem z satysfakcja, czasem ze lzami przestrachu.
Ale jest.
Potrzymaj mnie za lapke, powiedz ze dam rade.
Gdzies tam w srodku jestem ciagle malym dzieckiem, ktore chcialoby czuc wsparcie.
Masz troszke?